sobota, 14 maja 2016

Artystyczny niedosyt – rozmowa z rzeźbiarzem Pawłem Orłowskim



Zapraszam Was do przeczytania wywiadu z krakowskim rzeźbiarzem - Pawłem Orłowskim, którego wystawa trwa właśnie w warszawskim muzeum im. Bolesława Biegasa.  


Pana najnowsze prace z cyklu „Boty”, które zdominowały przestrzeń Pana indywidualnej wystawy w warszawskim muzeum im. Bolesława Biegasa są obiektami wymagającymi specjalnych warunków wystawienniczych. Na ile w procesie tworzenia rzeźby myśli Pan o miejscu, w którym zostaną pokazane lub do którego trafią po wystawie.
Tego problemu właściwie  nie da się uniknąć; dla rzeźbiarza jest on tak naturalny i tak samo ważny jak kwestia z czego zostanie wykonana rzeźba, co będzie przedstawiać i jaką tematykę poruszać. Alina Szapocznikow mówiła: „ważne jest ażeby rzeźba nie była przylepiona do muru, wlepiona w kolumnę, ale aby działała przestrzennie. [...] zróbmy rzeźby tak ustawione w przestrzeni, aby można wokół nich tańczyć” – nie bez kozery jest to jedna z najczęściej cytowanych wypowiedzi tej genialnej artystki, bowiem trafia ona w samo sedno rzeźbiarskiej pracy. 
 Staram się trzymać tej samej zasady. Obiekty artystyczne, trójwymiarowe, takie jak rzeźba tworzone są zazwyczaj w taki sposób, aby trudno było wyznaczyć jeden, ostateczny i najlepszy punkt ich oglądu, aby można było je obchodzić dookoła i w przeciwieństwie do malarstwa, aby wchodziły w dialog z przestrzenią. „Boty” choć znalazły się na wystawie w murach muzeum przeznaczone są raczej do prezentowania w otwartej, żywej, zmieniającej się przestrzeni miejskiej, parkowej lub ogrodowej. Ich skala, intensywny kolor i monumentalność nie pozwoliłyby raczej na odpowiednią ekspozycję w przestrzeni mieszkalnej. Są zbyt dominujące, agresywne, w pewnym sensie inwazyjne.

W Pana bogatym dorobku można jednak znaleźć prace nadające się do eksponowania w mniejszych przestrzeniach, czy nawet warunkach domowych.
Oczywiście; studia i długoletnia praca rzeźbiarska pozwoliły mi poszerzać zakres swoich kompetencji, także jeśli chodzi o posługiwanie się zróżnicowaną skalą. Nie jest to zresztą nic szczególnego, każdy oddany pracy rzeźbiarz umie wypowiadać się zarówno w małych formatach jak i tych monumentalnych, pomnikowych, wymagających często pracy całego zespołu od projektanta, architekta po wykonawców. Dla mojej twórczości rzeczywiście charakterystyczne są rzeźby małoformatowe. Ich rozmiar brał się m.in. z faktu stosowania tak szlachetnego materiału jakim jest brąz – jeden z moich ulubionych, rzeźbiarskich surowców. Koszty związane z odlewami z brązu nie pozwoliłaby mi raczej na wykonywanie dużej liczby dużych realizacji. Ważna jest także kwestia ekspozycji, o której wspomniałaś w pytaniu. Dla odbiorców i miłośników sztuki łatwiej dostępne są rzeźby, które dobrze będą się prezentować w warunkach domowych, którym nabywca będzie w stanie zapewnić odpowiednią ilość przestrzeni i światła, a to łatwiej osiągnąć przy małogabarytowych obiektach.

W Pana pracach odnaleźć można nawiązania tak do tradycji sztuki nowoczesnej, które wyraźne są właśnie w małoformatowych rzeźbach, ale także do dyscypliny wzornictwa – tu przykładem znowu są „Boty”.
Dodałbym, że te nawiązania sięgają nie tylko nowoczesności ale nawet antyku – brąz jest bowiem materiałem o tysiącletniej tradycji, co nie tylko mnie fascynuje, ale także niezwykle motywuje do pracy w tym surowcu. Właśnie fakt jego ponadczasowości, uniwersalności i trwałości jest powodem, dla którego często po niego sięgam. Wzorców wyniesionych ze sztuki modernistycznej nie da się jednak pominąć. Prostota, oszczędność formy, to aspekty, które zawsze doceniałem w sztuce artystów nowoczesnych. Uwidaczniają się one właśnie w najnowszej serii moich prac „Boty”. Ich designerski sznyt widoczny jest nie tylko w budowie ale przede wszystkim w materiale, który – zgodnie z postulatami modernistów – ma być kompatybilny z formą. „Boty” wykonane są ze stali – surowca niezwykle dziś przecież modnego i uniwersalnego, którego surowość, chłód, twardość determinują odbiór tych rzeźb jako stojących na pograniczu sztuki i designu.
Ważnym punktem odniesienia stanowi dla mnie także moja codzienna praca na Wydziale Wzornictwa, gdzie prowadzę pracownię rzeźby. Przebywanie w murach uczelni, kontakt ze studentami i ich nadzwyczaj świeżym podejściem do dziedziny designu jest najlepszym źródłem inspiracji i nie wyobrażam sobie aby ta ożywcza atmosfera nie miała wpływu na moje własne realizacje artystyczne. 


Przy tworzeniu rzeźb pracuje Pan w różnych miejscach jak studio artystyczne, odlewania, studio fotograficzne. Czy najbliższe otoczenie działa na Pana stymulująco, czy może być znaczącym impulsem przy kreowaniu obiektu artystycznego?
Poza tymi trzema wymienionymi przez Ciebie miejscami pracuję także w przestrzeni domowej, ale także salach muzealnych i na powietrzu. Praca artysty-rzeźbiarza nie trwa od 8:00 do 16:00 i jest to jeden z bardziej komfortowych jak i męczących elementów tego zawodu. Byłbym jednak hipokrytą gdybym zaczął narzekać na tryb mojej pracy, mam bowiem to szczęście, że każda sfera mojego życia przesiąknięta jest sztuką, co daje dużego kopa i motywacji do działania. Samo otoczenie miejsc, w których przebywam na co dzień nie wpływa jednak na moją twórczość na tyle na ile wpływają na nią ludzie. Niezależnie od miejsca to rozmowa z przyjaciółmi, innymi artystami, studentami i rodziną jest dla mnie od zawsze największym impulsem do kreowania czegoś nowego. Jestem artystą dość zachłannym nowych wrażeń, kontaktów, inspiracji, często czuję artystyczny niedosyt, stąd też wynika mój bardzo mobilny sposób pracy. Muszę zmieniać miejsca, bo po pierwsze w każdym z nich wykonuję inne czynności przy realizacji swoich projektów, po drugie we własnych czterech ścianach zwanych atelier mógłbym się po prostu szybko znudzić, a apatia jest tym co – w moim przypadku - zarzyna kreatywność.
Jeśli mógłby Pan stworzyć swoją wymarzoną przestrzeń do pracy to gdzie i jak byłaby zaaranżowana.
Myślę, że pracując w moim ukochanym, inspirującym Krakowie – mieście z długą i ważną tradycją artystyczną już po części spełniam to marzenie o miejscu idealnym. Jeśli chodzi o samą przestrzeń to na pewno musiałaby mieć charakter modułowy, zmienny, taki aby wszystkie elementy były wielofunkcyjne i łatwe do przesuwania, aby były dostosowane do szybkich zmian w aranżacji. Jednocześnie chciałbym w nim zachować pewną intymność i kameralność, tę zapewniłyby ważne dla mnie dzieła sztuki klasyków, jak i zaprzyjaźnionych artystów. Byłaby to przestrzeń całkowicie autorska, stworzona bez wielkiego rozmachu, bardziej praktyczna niż estetyczna.


Paweł Orłowski - artysta rzeźbiarz, wykładowca Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Laureat nagród i wyróżnień polskich oraz międzynarodowych przeglądów sztuki. Brał udział w ponad 40 projektach artystycznych, wystawach i sympozjach na całym świecie (m.in. USA, Kanada, Niemcy, Włochy, Słowacja). Studiował na wydziale rzeźby ASP w Krakowie (1995– 2000), w pracowni prof. Józefa Sękowskiego, oraz na Universität der Künste w Berlinie, w pracowni prof. Karlheinza Biederbicka. Pracę na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie rozpoczął w 2000 roku jako asystent w pracowni prof. Andrzeja Zięblińskiego. W roku 2008 obronił doktorat. Obecnie prowadzi pracownię rzeźby na Wydziale Wzornictwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.



Wywiad dla portalu Szczypta Designu przeprowadziła:
Marta Haiger - historyk i krytyk sztuki. Interesuje się aktualnymi zjawiskami w polskiej sztuce najnowszej, w tym szczególnie kondycją i recepcją tradycyjnych mediów w działalności artystów współczesnych. Swoje teksty publikowała na O.pl, Rynku i Sztuce, HAMAG oraz w Formacie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram